Za nami 5 dni noszenia seksi bryli i jak sądzicie jak nam idzie??? A no
idzie nam różnie :D Nie ma zrzucania okularów tylko jest branie ich do buzi jak
wszystko co spotykają te małe rączki po drodze. Poprawa widzenia chyba była
niesamowita bo teraz Małgoś tak się rozgląda i widać po oczkach, że dana rzecz
ją ciekawi. Co do osób i ich widzenia to osobiście ja nie zauważyłam jakiejś
poprawy bo tak samo cieszy się na widok kuzynki jak wcześniej. Pewnie sobie
wypracowała system „plam” odpowiednich do każdej osoby (z grona bliskich) a
teraz po prostu widzi ich wyraźniej. Drogie mamy macie jakieś sposób na
pomazane okulary??? Bo dosłownie co kilka sekund bym musiała je wycierać bo są
tak pomazane (ratunku)! I tu właśnie nawyk tarcia oczek daje nam się we znaki…
Gośki znowu zęby wychodzą a mi ręce opadają bo obiad NIE, mleko NIE, kaszka
NIE, WSZYSTKO NA NIE!!!Do tego dochodzą częste wymioty a mnie nerwy puszczają i
nawet skłonna byłabym pójść do kamieniołomów byle tylko ktoś solidnie się zajął Małgosią…a ja bym w tym czasie odpoczywała psychicznie...
poniedziałek, 16 grudnia 2013
wtorek, 10 grudnia 2013
Paczka od Mikołaja…
Czyta nas sporo osób i dużo ofiaruje nam swoją pomoc za którą jesteśmy bardzo wdzięczni! A na pewno wszyscy biorą
udział w akcji „Nakręć się i zbieraj nakrętki dla Małgorzatki” –którym serdecznie dziękujemy
za każdy kilogram plastiku. Choć Gosi komoda pęka w szwach a ja mówię dziadkom
by nie kupowali ubrań bo mamy a jednak nie mogłam odmówić Ani G. (i jej rodzinie) która co jakiś
czas przysyłała mi zdjęcia „upolowanych” ubrań dla Małgosi w Anglii. Z
niecierpliwością czekałam aż w końcu przyleci i dojedzie do nas paka. Paczka
adresowana właśnie do Małgosi, bo listy to już moja Panna dostała w swym życiu
2. A tu po paru dniach ciach i dzwonek do drzwi i paka już w domu. W niej sporo
rzeczy, naprawdę sporo. Zaczynając od ubrań, butów, zabawek i kończywszy na
słodyczach (dla mamy, bo Gosik nie je jeszcze słodyczy, od czasu do czasu
liźnie tylko troszkę czekolady). Jak każda kobieta Małgoś lubi mieć coś nowego
w swej szafie by się ładnie prezentować a że szafa jest teraz pełna i taka
będzie przez zimę na pewno (no chyba, że moja gwiazda jakimś cudem szybko
urośnie).
Dziękujemy Aniu :*
Niestety moja modelka nie lubi sesji fotograficznych i przebierania się co 5 min więc drodzy czytelnicy nie zasypię was mnóstwem fotek…
ps. Cieszą nas wszystkie drobne prezenty (bo przecież każdy prezent cieszy!) a najbardziej słowa "CZYTAMY WAS" to jest najpiękniejsze :D Choć czasem czuję się dziwnie, nieswojo jak nieznana mi osoba dużo wie o życiu Małgosi, ale przecież jest to cena sławy (żarcik hehe).
Paka ważyła chyba z 20 kg!!!
Dziękujemy Aniu :*
Niestety moja modelka nie lubi sesji fotograficznych i przebierania się co 5 min więc drodzy czytelnicy nie zasypię was mnóstwem fotek…
ps. Cieszą nas wszystkie drobne prezenty (bo przecież każdy prezent cieszy!) a najbardziej słowa "CZYTAMY WAS" to jest najpiękniejsze :D Choć czasem czuję się dziwnie, nieswojo jak nieznana mi osoba dużo wie o życiu Małgosi, ale przecież jest to cena sławy (żarcik hehe).
Mój mały śpioch...
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Pan Hilary :)
A jednak dopadły nas!!! Niby myślałam, że jednak uda nam się uniknąć choć
tej jednej małej rzeczy a z nią sporego wydatku. Oczywiście psikus i to na
święta bo jakby mogło być inaczej niespodziewane rzeczy są właśnie wtedy gdy są
BARDZO NIESPODZIEWANE!!! Owa niespodzianka to Gosiowe okulary!
Wiedziałam, że nie uciekniemy od tych seksi gogli, ale jak dowiedziałam się
jaką Gośka ma wadę oniemiałam :/ W wakacje było -4 a tu nagle -8 i decyzja
okularki -7 z cylindrami. Po wizycie u okulistki postanowiliśmy z A. jechać od
razu do optyka by wybrać odpowiednie oprawki. Dostaliśmy 2 namiary i telefonicznie
ustalałam mniej więcej cenę i praktycznie na Wildzie i Winogradach była taka
sama, więc postawiliśmy na optyka po drodze. Oczywiście już w aucie była mowa,
że tylko nie różowe i jak już tylko fioletowe oprawki. A po drodze trafiliśmy do
salonu „Smok” Specjalistyczny Zakład Optyczny dla Dzieci na os. Przyjaźni (trafić nie było łatwo ale dojechaliśmy). Ku
mojemu zdziwieniu salon zaskoczył mnie swoją aranżacją wnętrza, super!!! A p.
Przemek (właściciel) otwartością i rzetelnością. Mama miała sporo oprawek do
wyboru jednak różowych nie chciałam, niebieskie raczej dla chłopca a moje
fioletowe pasowały jak ulał na buźkę Gosienki, ale przecież takie „akurat” to
tylko na chwilę (bo Gosiak rośnie) a potem trzeba by było kupić nowe.
Więc wspólnie stwierdziliśmy, że białe (zdaniem p. Przemka perłowe) pasują idealnie. Odbiór dopiero za tydzień więc zobaczymy czy Gosienka będzie chciała je nosić.
W dodatku p. Przemek zajął się moimi okularami perfekcyjnie i to za free i z własnej inicjatywy bo coś mu w nich nie pasowało! Wizyta jak dla mnie relaksująca i powiedziałabym taka przy kawce jednak dla mojego portfela ból po całości bo aż -375 zł! Nawet za swoje seksi gogle tyle nie płaciłam. No ale Gośka przecież musi wyglądać bosko. Mnie zauroczył tron i to taki, że co po chwilę się pytałam czy już wszystko? Czy już mogę tam posadzić Małgosię? Aż w końcu się doczekała księżniczka swojego tronu....
Więc wspólnie stwierdziliśmy, że białe (zdaniem p. Przemka perłowe) pasują idealnie. Odbiór dopiero za tydzień więc zobaczymy czy Gosienka będzie chciała je nosić.
W dodatku p. Przemek zajął się moimi okularami perfekcyjnie i to za free i z własnej inicjatywy bo coś mu w nich nie pasowało! Wizyta jak dla mnie relaksująca i powiedziałabym taka przy kawce jednak dla mojego portfela ból po całości bo aż -375 zł! Nawet za swoje seksi gogle tyle nie płaciłam. No ale Gośka przecież musi wyglądać bosko. Mnie zauroczył tron i to taki, że co po chwilę się pytałam czy już wszystko? Czy już mogę tam posadzić Małgosię? Aż w końcu się doczekała księżniczka swojego tronu....
piątek, 6 grudnia 2013
Mikołajkowo…
U nas jak zwykle dużo się dzieję i matka nie nadąża pisać o naszych codziennych zajęciach. Od czego by tu rozpocząć.
***
Na pierwszy strzał pójdzie Pani pulmonolog . Wizyty u Pani specjalisty mamy co pół roku i lubimy tam chodzić. Po pierwsze jest na NFZ!!! Po drugie Pani dr ogląda wzdłuż i wszerz Małgosię i wypytuję się o wszystko kompleksowo!!! Tak, tak rzetelnie i to na Fundusz, niesłychane co?!
***
Mieliśmy kolejne badanie Bera (badanie słuchu) jednak bez wlewki (usypiacza), bo coś tam w szpitalu nie można było zrobić jak się należy. W skutek czego prawie 3 godziny zeszły nam na badanie z marnym skutkiem, gdyż Panna Małgorzata postanowiła sobie zrobić tylko popołudniową drzemkę i mieliśmy bardzo mało danych do porównania. Dane te też nie były wiarygodne bo Małgosia miała zatkane prawe ucho i wyszedł brzydki niedosłuch na poziomie 50 dB. Oczywiście badanie w styczniu do powtórki, ale już na wlewce i mam nadzieję, że jakiś takich dziwnych wyników nie będzie!!!
***
Mieliśmy także komisje odnośnie orzeczenia o niepełnosprawności. Miało trwać długo a uwinęliśmy się chyba w pół godz. Mama przyszykowała pełno dokumentów, zdjęcia i płyty i tylko to leżało w teczce nie użyteczne. Sądzę, że to za sprawą naszej Pani neurolog bo to ona wypisała wniosek. Zmartwiło mnie tylko stwierdzenie DZIECIĘCE PORAŻENIE MÓZGOWE (mpd). Pani neurolog nie wspomniała o tymże zespole jednak w danych musiał paść ten kod. W zasadzie powinniśmy się liczyć z tym, że wisi nad nami mpd :( Za nami 16 miesięcy a Gosiowy rozwój jest na niskim poziomie, idziemy do przodu jednak jest to ciężka i mozolna praca. Przed nami jeszcze sporo wyzwań i zmagań ale przecież MPD to nie wyrok!!! Niech sobie te określenie wisi, widnieje na dokumentach gdziekolwiek, czy to ma jakieś znaczenie??? Przecież tak samo kochamy Małgosię i nic się nie zmieniło pod tym względem. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu tak by każdy wiedział z czym ma do czynienia, szkoda jednak, że wyszło to w takiej okoliczności.
***
Po komisji postanowiliśmy odwiedzić Szpital na Polnej a dokładnie Oddz. Izolacyjny Noworodka. Mama gapa miała zrobić zdjęcie plakatu jaki stworzyłam na pamiątkę, ale ta wizyta była na spontanie i niestety zdjęcia nie ma. Na plakacie jest kilkanaście zdjęć z roku (korygowanego) Małgosi i podziękowania (szczypię się, że nie zrobiłam tego zdjęcia). Jak na Małgosię przystało zaprezentowała się ślicznie i oczarowała uśmiechem wszystkich. Było och ach i śmiechy chichy. Ponowna wizyta nastąpi jak Małgosia będzie chodzić. Tak, tak jak napisałam JAK BĘDZIE CHODZIĆ! Przecież nie będzie inaczej :D
***
Biurokracja a jak w końcu mieszkamy w PL. Jak to w Polsce bywa musimy odwiedzać sporo specjalistów i trzymać się biurokracyjnych zasad. Korzystamy z Wczesnego Wspomagania Rozwoju w Ośrodku w Owińskach i muszę napisać, że społeczne pieniądze nie idą na marnę. Kilka fotek potwierdzających dobre wydane pieniądze:
Wracam jednak do biurokracji. Musiała odbyć się kontrolna wizyta u psychologa. Małgośka nie zaprezentowała się zbyt dobrze, gdyż nadal jest problem z wyciąganiem rączek i chwytaniem przedmiotów. Choć jak wiadomo czytelnikom mamy już widoczne postępy. Pani nic o rozwoju nie powiedziała, oczarowała się naszą Mikołajkową i na tym zakończyła się wizyta.
***
Dziękujemy za prezenty Mikołajkowe od Bliźniaków i od Witka.
Psotka :)
środa, 13 listopada 2013
Rok korygowany...
Nie wiem czy ktoś miał tyle dat rozwiązania ciąży jak ja. Moje miesiączki
nie były regularne także określenie daty też nie było łatwe. Pierwszy termin
miał być na 31 październik, potem na 9 listopad . Kolejny zaś na 13, 14, 16 listopada
. Tyle dat bo termin porodu wielokrotnie redatowano i koniec końców lekarze nie
wiedzieli dokładnie w którym tygodniu jest dziecko kiedy miało przyjść na
świat. Skutkiem czego leżałam na korytarzu z bólami porodowymi a lekarze
ustalali który to tydzień ciąży… Słowa matki na oddziale porodowym puszczane z
wiatrem, trzymano się tylko daty ostatniej miesiączki jakby to było
najistotniejsze. Także na wypisie mamy 25+6
tc jednak w ocenie pediatrycznej 23+6 i ja się sztywno trzymam tej
wersji i każdemu taką podaję. 2 tygodnie u takich wcześniaków to naprawdę
bardzo dużo!!! Zatem matka obrała sobie datę roku korygowany 14 listopada
(zgodnie z regułą Naegelego) i też tak będę się tego trzymać a że Małgosia
sobie zupełnie inny termin porodu wybrała to już zupełnie inna historia, którą
drodzy czytelnicy znacie.
„ Jak nam minął rok urodzeniowy nie było czym się chwalić no może tortem zrobionym przez mamę :D Jednak prawie 4 miesiące i to intensywne 4 miesiące jakie dawkowała mi mama i moi rehabilitanci i takie oto mamy postępy. Zatem co umiem:
- pić z butelki j jeść z łyżeczki (dla przypomnienia groził mi PEG i karmiona byłam przez sondę), ostatnio jestem bardzo głodna i nie uwierzycie jak mama się cieszy jak znika z butelki 110 ml a dla mnie to już pryszcz. W dodatku od jakiegoś czasu nie lubię łyżeczki, nie lubię i już…
- przewracać się,
-utrzymywać się w pozycji do raczkowania,
- utrzymywać się w pozycji siedzącej,
- utrzymywać się w pozycji stojącej, ładnie utrzymując pion,
- manipulować mamą jak się da,
- wpadać w histerię,
- czarować wszystkich wokół,
Do najważniejszych umiejętności śmiało mogę zaliczyć:
- dawanie największego szczęścia mamie jakim jestem ja (to tak skromnie) ,
- niepoddawanie się nawet w najgorszych sytuacjach,
- dążenie do celu jaki Bóg dla mnie wyznaczył,
- no i najważniejsze, żeby rozpowiadać i być żywym przykładem, że wiara czyni cuda…
Chciałabym napisać, że już raczkuję i sprytnie uciekam mamie jednak to musi jeszcze poczekać …”
- Psotka Małgotka
Uzębienie Gośki też już jest spore bo liczy aż 10 zębów i to zębów tak ostrych, że nie raz krzyczałam i łzy mi się w oczach zakręciły jak robiłam jej masaż wewnątrz jamy ustnej.
***
Nie wiem, czy osoby które odwiedzają dr Milecką mają takie same wrażenie jak ja! Ta kobieta z każdą moją wizytą wygląda piękniej, też bym tak się chciała trzymać będąc w jej wieku (no cóż niemożliwe). Tak, tak byliśmy u neurologa ta wizyta czekała na nas z 9 miesięcy. Sporo było do omówienia toteż troszkę posiedzieliśmy w gabinecie. Tak więc wyniki rezonansu wytłumaczone na tak chłopski rozum (który szybko przetrawiłam) można zinterpretować następująco: tworzący się płód już w zalążku nieprawidłowo wykształcił mózg (co za tym idzie układ nerwowy) a dodatkowo wcześniactwo dołożyło temu dzieciątku sporo. Obraz rezonansu naprawdę brzydki i nawet znalazł się torbiel i „cechy” wodogłowia…Mamy kontrolować głowę choć wg Pani dr nie powinna już się za szybko powiększać bo ciśnienie raczej się już wyrównało. Żeby nie było tak pięknie musimy się ponownie zgłosić do genetyka bo być może to jakaś wada wrodzona a ja już myślałam, że ten specjalista nam odszedł… Do tego wynik EEG który u nas jest prawidłowy wg dr nie powinien takowy być patrząc na wynik rezonansu. Kazała obserwować Małgośkę pod względem napadów. Podsumowując Pani dr była zachwycona Gośką (w zasadzie jak każdy) dla niej już sporo potrafi patrząc na jej przeszłość i na to ile czasu spędziła w szpitalu. DUMA MATKĘ ROZPIERAŁA…
Pieprz... NFZ wtorkowy dzień spędziliśmy na długim siedzeniu w poczekalni czekając na wizytę u dermatologa a że mąż był ze mną i szedł na popołudniu do pracy takowa wizyta się nie odbyła, bo zabrakło nam czas...
„ Jak nam minął rok urodzeniowy nie było czym się chwalić no może tortem zrobionym przez mamę :D Jednak prawie 4 miesiące i to intensywne 4 miesiące jakie dawkowała mi mama i moi rehabilitanci i takie oto mamy postępy. Zatem co umiem:
- pić z butelki j jeść z łyżeczki (dla przypomnienia groził mi PEG i karmiona byłam przez sondę), ostatnio jestem bardzo głodna i nie uwierzycie jak mama się cieszy jak znika z butelki 110 ml a dla mnie to już pryszcz. W dodatku od jakiegoś czasu nie lubię łyżeczki, nie lubię i już…
- przewracać się,
-utrzymywać się w pozycji do raczkowania,
- utrzymywać się w pozycji siedzącej,
- utrzymywać się w pozycji stojącej, ładnie utrzymując pion,
- manipulować mamą jak się da,
- wpadać w histerię,
- czarować wszystkich wokół,
Do najważniejszych umiejętności śmiało mogę zaliczyć:
- dawanie największego szczęścia mamie jakim jestem ja (to tak skromnie) ,
- niepoddawanie się nawet w najgorszych sytuacjach,
- dążenie do celu jaki Bóg dla mnie wyznaczył,
- no i najważniejsze, żeby rozpowiadać i być żywym przykładem, że wiara czyni cuda…
Chciałabym napisać, że już raczkuję i sprytnie uciekam mamie jednak to musi jeszcze poczekać …”
- Psotka Małgotka
Uzębienie Gośki też już jest spore bo liczy aż 10 zębów i to zębów tak ostrych, że nie raz krzyczałam i łzy mi się w oczach zakręciły jak robiłam jej masaż wewnątrz jamy ustnej.
***
Nie wiem, czy osoby które odwiedzają dr Milecką mają takie same wrażenie jak ja! Ta kobieta z każdą moją wizytą wygląda piękniej, też bym tak się chciała trzymać będąc w jej wieku (no cóż niemożliwe). Tak, tak byliśmy u neurologa ta wizyta czekała na nas z 9 miesięcy. Sporo było do omówienia toteż troszkę posiedzieliśmy w gabinecie. Tak więc wyniki rezonansu wytłumaczone na tak chłopski rozum (który szybko przetrawiłam) można zinterpretować następująco: tworzący się płód już w zalążku nieprawidłowo wykształcił mózg (co za tym idzie układ nerwowy) a dodatkowo wcześniactwo dołożyło temu dzieciątku sporo. Obraz rezonansu naprawdę brzydki i nawet znalazł się torbiel i „cechy” wodogłowia…Mamy kontrolować głowę choć wg Pani dr nie powinna już się za szybko powiększać bo ciśnienie raczej się już wyrównało. Żeby nie było tak pięknie musimy się ponownie zgłosić do genetyka bo być może to jakaś wada wrodzona a ja już myślałam, że ten specjalista nam odszedł… Do tego wynik EEG który u nas jest prawidłowy wg dr nie powinien takowy być patrząc na wynik rezonansu. Kazała obserwować Małgośkę pod względem napadów. Podsumowując Pani dr była zachwycona Gośką (w zasadzie jak każdy) dla niej już sporo potrafi patrząc na jej przeszłość i na to ile czasu spędziła w szpitalu. DUMA MATKĘ ROZPIERAŁA…
Pieprz... NFZ wtorkowy dzień spędziliśmy na długim siedzeniu w poczekalni czekając na wizytę u dermatologa a że mąż był ze mną i szedł na popołudniu do pracy takowa wizyta się nie odbyła, bo zabrakło nam czas...
sobota, 9 listopada 2013
Magiczna liczba
Długo czekaliśmy, naprawdę bardzo długo, ale właśnie dziś gdy minął nam 1
rok 3 miesiące i 15 dni życia Małgosi stuknęła nam ta magiczna liczba a
mianowicie dziesięciokrotność masy urodzeniowej. Toż to szok mamy już 6,6 kg
najukochańszego ciałka na świecie!!! Może dla kogoś to niewiele, ale dla nas bardzo dużo... Była to i
nadal jest ciężka i długa walka o gramy naszej kruszyny, ale ta moja
modelka wybitnie walczy o talię osy. Od jakiegoś czasu refluks żołądkowy (nasza
zmora!) odzywa się bardzo rzadko a jak już jest to góra tylko raz dziennie.
Więc jesteśmy wszyscy bardzo zadowoleni :D
czwartek, 31 października 2013
Córunia...
Kilka lat wstecz nigdy bym nie powiedziała, że mieć WŁASNE DZIECKO to takie
szczęście. Kiedyś imprezy, wieczna walka o sylwetkę i obsesja fit były nr 1. Do
czasu…do czasu gdy bobasy wśród moich znajomych zaczęły rosnąć jak grzyby po
deszczu, gdy nk (nasza klasa) i fb (facebook) wyświetlały na znanych profilach
same zdjęcia uśmiechniętych małych szkrabów. Mój instynkt macierzyński zaczął
się rozbudzać. Po roku cichej walki o dziecko miałam dość. Nowy rok, nowe plany
niezakładające dziecka WCALE! Jak to w życiu bywa gdy się nie planuje i
człowiek się nie stara to jakoś wychodzi. Okres mi się spóźniał, ale to była
dla mnie norma bo mój organizm zawsze balansował na granicy wytrzymałości. Pewnej
noc zaczął mnie boleć brzuch i wizyta u lekarza rodzinnego musiała być musowo
bo wzięłam to jako chorobę XXI wieku- zespół jelita wrażliwego. I co
usłyszałam? „Przypuszczalnie stwierdzam, że jest Pani w ciąży, proszę iść do
ginekologa”. Kupiłam test w aptece i nic! W zasadzie tak szybko spojrzałam i
wyrzuciłam, może za krótko czekałam. Może w mojej głowie było „teraz nie czas
na dziecko” i podświadomie widziałam to co chciałam. Wizyta u ginekologa (po
kilku tygodniach) potwierdziła słowa dr a mi nie było do śmiechu. Czułam się
zagubiona, bo to nie tak miało być…Choć moje macierzyństwo nie jest takie jakie
sobie wymarzyłam. Myślała, że jak będę w ciąży to poodwiedzam stare znajome do
których zawsze było mi daleko, choć rzeczywiście rzut kamieniem. Myślałam, że
skończę studia i w trakcie ostatnich miesięcy ciąży napiszę pracę magisterską
tak by już leża i czekała. Myślałam, że jak już przyjdzie bobas to ach sobie
będziemy jeździć na spacery wielogodzinne tak bym zgubiła troszkę kg po ciąży, że
będą kawki i herbatki ze znajomymi. Myślałam, myślałam i myślałam na myśleniu
się jednak tylko skończyło… Szybko a w zasadzie po 3 miesiącach wolnych od
pracy i nie robieniu nic mój czar prysł i wszystko legło w gruzach…Musiałam się
odnaleźć w szarej, ponurej rzeczywistości pełnej chmur przeplatanej strugami
deszczu. Moje macierzyństwo nie należy do łatwych, ba jest cholernie trudne! W
dodatku psotek Małgotek lubi mi fikać i pokazywać, że ONA tu rządzi! Ostatnie 2
dni to totalna jakaś masakra i wieczna walka z łyżeczką kończącą się jedzeniem
w butli i słodkościami w maminej buzi. Dobrze, że ktoś wymyślił ten specyfik bo
nie wyobrażam sobie teraz życia bez codziennego wielokrotnego podnoszenia sobie
serotoniny. Świat fit znikł, zdrowe odżywianie nie na tej kuchni. Jednak nie
zamieniłam bym mojego macierzyństwa za nic, no dobra czasem jak mi siadają
nerwy podczas karmienia łyżeczką burknęłabym
coś głupiego, ale potem szybko bym się wycofała. Małgosia dodaje mi
energii i chęci do życia, jej uśmiech jest najcudowniejszy i wszystko co złe po
nim mija. Jesteśmy tylko JA i ONA, ONA i JA. Jedna krew i jeden charakter. Jak
kiedyś przyjdzie Jaś czy Agatka na świat ja będę tak zahartowana, że nie będę
wiedziała kto to dziecko.
Źródło: internet.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





