Moje największe szczęście....
Choć czasem sił mi brak,
choć czasem gubię się w natłoku zadań,
choć czasem mam po prostu wszystkiego dość...
Wystarczy Twój uśmiech by uszczęśliwić mnie!!!
KOCHAM!!!
<Małgosia jeszcze nie umie mówić mama ani
tata, tak jakby ktoś pytał : P >
Nie wiem czy dopadło mnie zmęczenie czy totalny luz. Zawsze starałam się masować
Małgosię dwa razy dziennie, 3 razy ćwiczyć vojtą i 2 razy tak intensywnie
Bobathem a oprócz tego ćwiczenia poprzez zabawę. Ostatni tydzień jednak minął nam na luzie…Wolna cała niedziela od ćwiczeń i masażów (dobra po kąpieli
zrobiłam taki szybki), bo zrobiliśmy sobie wypad do Lichenia. Była to podróż
już dawno zaplanowana jako podziękowanie Bogu i Matce Świętej za życie Małgosi
i miniony rok, ale zawsze coś. Jak nie pogoda w której auto jest jak nagrzana puszka
to coś innego. W końcu jednak i pogoda dopisała i znalazł się czas. Oczywiście
wypad był całodniowy bo jakże by inaczej. Załapaliśmy się (chyba) na pół mszy,
bo Gośka nam psociła z piciem i cała niedziela wyglądała na 20 ml samodzielnie wypitych i 50
ml dosłownie wlanych w nią!!! No ale jakoś przeżyliśmy. Po kilku dniach wyjazd
do rodziców całodniowy i znowu zero ćwiczeń, bo stwierdziłam, że jest zimno (tak
się tłumaczyłam).
Trochę z innej beczki….
Taki jeden luzacki dzień dobrze odbił się na Małgosi i dostała pochwały od
Pani Bogdy (naszej rehabilitantki) za postępy. Faktycznie ruszyła ostatnio ładnie
do przodu, co mnie bardzo cieszy…
Nawet
biedaczka nauczyła się słowa AM a to dlatego, że w kółko je słyszy bo wstrętna
MAMA cały czas w nią wpycha jedzenie i mówi AM!
Nie obyło się bez dnia gdzie nie eksplodowałam. Naprawdę nie wiem jak udało
mi się nie wybuchnąć!!! Już piszę co nam się przytrafiło:
Mieliśmy umówioną wizytę na Polnej. Tak chodzimy tam znowu do Pani Magdy od
Vojty. Raz byliśmy u niej prywatnie, ale teraz znajduję dla nas czas na Polnej
więc korzystamy. Jednak wizyty u rehabilitanta wiążą się z kontrolą u psychologa.
Przyzwyczajona jestem, że każdy jest zachwycony jak sobie Małgosia radzi po
takich przejściach, jednak Pani psycholog wytrąciła mnie z równowagi.
1.
Była oburzona, że dopiero teraz do niej trafiliśmy bo
Małgosia jest opóźniona w rozwoju!!!
2.
Nie podobało jej się, że Małgosia jeszcze nie wyciąga
rączek do zabawek i nie ściąga pieluchy z głowy. A ściąga tylko musi jej się
chcieć :D
3.
Kazała mi się przyłożyć do ćwiczeń!!! i w zasadzie
mówiła to co już wiem odnośnie stymulacji.
Wpieniła mnie jak mało kto!!! A mądrowała się jakby przed sobą miała jakąś
głupią. Ja jej na to iż Małgosia ma wylewy IV stopnia i jest rehabilitowana od
3 miesiąca życia i wg mnie i nie tylko mnie dobrze sobie radzi, ale te słowa
chyba do niej nie dotarły. Najgorsze jest to iż musimy do niej jeszcze pójść jeśli
chcemy chodzić do tej przychodni!!! Brrrrr chyba będę musiała wziąć relanium
jak nie jedna matka wcześniaka przez NFZ!!!!!!!!!!!!!
Odwiedziliśmy także Centrum
Uśmiechu Dziecka Montessori. Byliśmy na rehabilitacji neurofizjologicznej
prowadzonej przez Panią mgr Inez Meissner. Małgosia jednak miała inne plany na
tą godzinę i postanowiła sobie mocno spać!!! Więc początek spotkania był
czystym wywiadem do czasu aż śpiąca Królewna postanowiła się obudzić i
zaprezentować swoją osobę. Pani Meissner okazała się sympatyczną i kompetentną
osobą polecam nawet jedną taką wizytę mamom i dzieciom z różnymi problemami. Po
pierwsze to dobry psycholog i dużo
tłumaczyła rodzicom (doradzam wypad na wizytę w rodzinnym komplecie). Stara się
tłumaczyć, że rodzice nie mogą czuć się winni za to co spotkało ich dziecka. I ma rację, bo ja
PRZENIGDY NIE CZUŁAM SIĘ I NIE BĘDĘ SIĘ CZUĆ WINNA za to co zgotował nam los!!!
I to mnie chyba buduje i nie doprowadza do załamania się. Bo najgorsze jest żyć
z takim ciężkim brzemieniem jak WINA. Małgosia jest number 1 i chyba nie muszę
udowadniać i wciąż przypominać, że JA DLA NIEJ ONA DLA MNIE jest
najważniejsza!!! Wracając do Pani Meissner: była zadowolona iż Małgosia już
tyle potrafi. Zwróciła nam uwagę na stópki choć Pani Boga też ma do nich
zastrzeżenia, bo przede wszystkim lewa się wykrzywia do środka coś jak
schorzenie zwane: stopą końsko-szpotawatą. Oczywiście zaleciła ćwiczenia na
nóżki i mam nadzieje, że te schorzenie wcale nas nie dopadnie!!!
Moniko dla Ciebie specjalnie zdjęcia moich dzieł :D
tworzonych przez kilka dobrych nocy:
Pudełeczko po muffinkach Gosi :D
i takie tam różne rzeczy do kuchni...
oraz moja stara pasja :)